Miesięczna przerwa

Długo nie pisałam, bo… tak naprawdę nie było o czym.

Praca jest ciągle tak fajna jak na początku. Współlokator co jakiś czas mnie pyta, czy ja w ogóle pracuje, bo takie mam urocze godziny pracy. Poza jedną problematyczną grupą mam same wspaniałe dzieciaki, świetnie dogaduję się też z ludźmi, z którymi pracuję, nie ma starć, spięć, kłótni ani niczego podobnego. Od kiedy też zaczęłam tu pracować nie ominęłam żadnego dnia w pracy. Dostrzegli też, że tak, jak obiecałam przygotowuję się po swojemu i… przymykają oko na moje ignorowanie office hours ;)

Bardziej prywatnie trochę mniej się teraz imprezuje – zrobiło się przerażająco zimno i ludzie wolą siedzieć w domu…. całkiem często jednak w moim domu. Nagle tez się zrobiło trochę pusto, bo Niki się wyprowadziła (wypłaciła się z długów i znalazła mieszkanie, tak jak było planowane). Nie spodziewałam się natomiast, że najczęściej używanym zimą ciuchem będą… krótkie spodenki. Tak ładnie w naszym budynku działa ogrzewanie, że całkiem często jest za gorąco na tradycyjnie zimowe ciuchy.

A okno nie zawsze warto otwierać. Ostatnie dwa dni jakość powietrza wynosiła ponad 600 (opis skali kończy się przy 500 z opisem, że nie należy ruszać się z domu i należy ograniczyć jakąkolwiek aktywność fizyczną). W nocy jednak zawiało i dziś rano obudziło mnie piękne słońce a aplikacja pokazała… 25. Dla porównania w Warszawie było 28, także nie taki ten Pekin zły, jak go malują. A przynajmniej czasami.

W przyszłym tygodniu za to mijają dwa lata, odkąd przyjechałam do Chin. I tak, zamierzam zrobić małe podsumowanie :)

3 Komentarze

  1. Hej, bliska emigracja jest dość popularna i normalna ale do Chin to niezła sprawa :) w Krakowie jakby wprowadzić takie normy też mogli by zakazać chodzić po dworze w pewne dni, pozdrawiam z polski :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.