Miasto boskie!

Przeżywam wielką miłość :)
Podoba mi się dokładnie wszystko. Praca jest fantastyczna, uwielbiają mnie i uwielbiają tez kolegę, który mnie polecił. Czuję się doceniana, program jest fajny, aż chce się uczyć. W dodatku przez ułożenie planu mam wrażenie, że pracuję tylko w weekendy. Mimo że niby godziny całkiem długie.
Mieszkanie, ach, moje mieszkanie! Pisałam już, jak wspaniała lokalizacja. Znalazłam jeszcze jedną, jeszcze lepszą, jeszcze tańszą restaurację o najbardziej kretyńskiej nazwie SUPER VEGAN. Ciągle wszystko zaskakująco blisko. Wybrałam się na spacer po koncesji francuskiej – skończyłam się na okolicy mojego metra. Współlokatorka od początku wydawała się bardzo w porządku, już razem imprezowałyśmy. O, i jeszcze. Nawet inny pub quiz po złej stronie rzeki jest jedynie 15 minut ode mnie…
Ach ten pub quiz! Poszłam na ten po złej stronie rzeki po koledze z pracy było bliżej. Dla mnie i tak blisko. Mieliśmy powalająco drużynę czteroosobową, no i pierwszy raz, więc wszystko na luzie, fajnie, miło przy piwie… aż tu nagle – WYGRALIŚMY. Tak zupełnie rozwaliliśmy system, i jako że tacy mądrzy – postanowiliśmy od razu wypić nagrodę. Jak tacy mądrzy mogą być tak głupi?
Ok, końcówka: były ostatnio wakacje październikowe, święto narodowe, więc wszystko co turystyczne okupowane przez tłumy. Ale ale odwiedzili mnie znajomi – więc trzeba było trochę się pouturystyczniać, co było ciężkie w tych tłumach, ale przypadkiem wpadliśmy na pomysł, by wykupić sobie godzinny rejs. Na statku się okazało, że za górny pokład trzeba dopłacić, ale sprawa była tak groszowa, że zrobiliśmy to od razu… no i fantastycznie. Widoki cudowne, żadnych tłumów, Szanghajski „skyline” jest zresztą porównywany do nowojorskiego… i wiadomo dlaczego:
14463284_1254255057970750_4991788300483645409_n