Sanlitun

Główną dzielnicę imprezową Pekinu odwiedziłam oczywiście na Sylwestra – poszłyśmy z przyjaciółką, Niki, do Vplusa – ot, po prostu lubianego klubu, w którym zresztą się poznałyśmy. Dobry wybór, impreza była rewelacyjna, i dzięki temu miałam najlepszego sylwestra w życiu :)

Do Sanlitun jednak wybrałam się jeszcze raz wczoraj – też oczywiście w celach towarzyskich. Pierwsze zaskoczenie – policja przed sklepem UNIQLO. Jeśli brzmi znajomo – to to miejsce, gdzie parę miesięcy temu miał miejsce atak mieczem. Jakby tego było mało, w okolicach świąt rozeszła się wieść wystosowana przez ambasadę Amerykańską, żeby uważać w okolicach Sanlitun… oczywiście przybyło tam też policji. W efekcie wygląda to tam tak:
police

Chwilę potem jest już mniej przerażająco, a bardziej… dawno dawno temu, w odległej galaktyce:
starwars

Z Gitą i Niki wybrałyśmy się na jedzenie a później na drinki do miejsca zwanego The Corner – jest to malutka knajpka z bardzo stylowym wystrojem – ściany są całe zapisane podpisami bywalców. Od mojej ostatniej tam wizyty przybyło też innych ozdób, mnie absolutnie powaliły metaloplastyczne motyle:
motylki

(jeśli ktoś jakimś cudem wie, gdzie moge coś takiego dostać to ładnie poproszę o informację).

Muszę przyznać, że 2016 rozpoczął się bardzo przyjemnie! Oby tylko tak się utrzymało. Cóż pozostaje dodać? Szczęśliwego Nowego Roku wszystkim!

Pekin artystycznie

Wybrałam się niedawno z koleżanką do Dystryktu 798 – niesamowitego miejsca w Pekinie, zupełnie niechińskiego! Skojarzenie miałam w sumie z Berlinem, ale po kolei.

Rury i fabryka – nie wiem, co fabryka produkowała, teraz jest zamknięta, a na ogrodzeniu widać zakazy – a ja, jako ta grzeczna, słuchałam, choć bardzo to korciło. Nie wszyscy są w takich klimatach, ale dla mnie taki właśnie industrialny klimat, z dużą ilością pordzewiałego metalu i trybów to jest to. Zresztą nie tylko dla mnie – po drodze widziałyśmy dwie pary na zdjęciach ślubnych.

Dalej: różnego rodzaju rzeźby. To nas akurat najmniej kręciło, ale kilka rzeczy było przedziwnych, trochę strasznych, trochę obrzydliwych. Mnie do gustu przypadł metalowy fotel – w kształcie pawia.

Kolejny punkt programu: graffiti w dużych ilościach. Może stąd to skojarzenie z Berlinem? W każdym razie tak zupełnie nie pasujące mi do Pekinu i tej całej chińskości, czułam się trochę jak w Europie. Zwłaszcza robiąc sobie fotkę przy graffiti z motywem Angry Birds czy Grumpy Catem (Kelly co prawda stwierdziła, że to nie kot, tylko panda – ja się upieram przy swoim). Sporo mało ciekawych bazgrołów na ścianach, ale naprawdę wiele dzieł sztuki.

Atrakcją również okazały się sklepy – nie jak wszędzie z pałeczkami, smokami i wachlarzami, tylko z rzeczami różnymi i przedziwnymi, w tym z alternatywną biżuterią i figurkami robionymi ze śrubek. Moje nabytki: nowy pierścionek i lenonki w stylistyce Steampunk. Zapraszam do obejrzenia zdjęć!